Kategoria

Podróże, strona 1


Włochy w 2015 r. - Rzym, Neapol, Gargano
Autor: lines | Kategorie: podróże 
Tagi: włochy   rzym   Gargano   Neapol  
10 października 2019, 15:07

    Umówiliśmy się z bratem męża i jego rodziną, że oni na camping na Gargano pojadą samochodem a my tam jakoś dolecimy i dojedziemy. Zarezerwowaliśmy domki na campingu Rancho: https://www.rancho.it/villaggio-turistico-gargano/ i wszystko było naprawdę w porządku. Domki miały dwie duże sypialnie i salon z aneksem kuchennym. Wyposażone były dość dobrze, można było sobie gotować ale i można było stołować się w restauracji albo delektować się pyszną pizzą z pizzerii. Z gotowaniem był trochę problem, po mięso trzeba raczej gdzieś pojechać, tu w okolicy nie ma. Na terenie jest tylko mały sklepik i kiosk. Za 12 dni zapłaciliśmy coś ok. 4000 zł. o ile dobrze pamiętam.

   

   To jest tył domku, z przodu jest zadaszony taras ze stołem i krzesłami. 

 

   Byliśmy tam w lipcu, temperatury sięgały 38 stopni ale w takim miejscu nie było to takie dokuczliwe. W ostateczności jak było za gorąco to można było włączyć sobie klimatyzator w domku, iść na plażę albo na basen. Trzeba jednak pamiętać, że we Włoszech wszystko podporządkowane jest pewnym zasadom, w określonych godzinach obowiązuje sjesta i zamknięte są sklepy, bary, restauracje i nawe często baseny. Co do basenów to trzeba zaopatrzyć się w czepek ale można to zrobić na miejscu w sklepiku. Czepek na takie upały musi być z materiału a nie z gumy.

   Teraz trochę o kosztach podróży. Najpierw kupiłam bilety lotnicze do Mediolanu, to znaczy do Bergamo. Bilety kupione w maju albo czerwcu kosztowały nas coś ponad tysiąc zł. To była najtańsza opcja lotu do Włoch, ponieważ było już dość blisko do wyjazdu to nie było już bardzo tanich biletów. Dlatego tak późno bo początkowowo zastanawialiśmy się nad jazdą samochodem (2400 km)  ale potem zmieniliśmy zdanie. W Bergamo zatrzymaliśmy się w apartamencie za 100 euro, ale za to z bardzo dobrymi opiniami i bardzo dobrym normalnym śniadaniem. Apartament zaklepany przez Booking. Żałowałam tylko, że byliśmy tu tylko jedną noc, miasteczko wydaje się bardzo interesujące ale nie zwiedziliśmy niestety. 

   Z Bergamo jeźdżą autobusy i za 5 euro od osoby łatwo dostaliśmy się do Mediolanu. Z Mediolanu w nocy wyruszyliśmy autobusem - Mega Busem ale niestety już nie jeździ, za to bilety na autobus można kupić  na stronie:

https://shop.flixbus.it/search?departureCity=1194&arrivalCity=2075&route=Milano-Roma&rideDate=15.10.2019&adult=1&_locale=it&wt_eid=2157114509200136168&wt_t=1571145124325&affiliate=%28not+set%29%2C&_ga=2.119264525.503749732.1571145092-1289526030.1571145092&currency=EUR&_sp=6f039a3d-8bd9-411e-9a70-a276a7f00755.

Można sprawdzić ceny pociągów: https://www.trenitalia.com/, albo polecieć samolotem gdzieś bliżej Gargano np. do Bari. My chcieliśmy bardzo dostać się do Rzymu, ponieważ zawsze był celem naszych marzeń, jak i Watykan i udało się rano zameldowaliśmy się w hotelu w centrum Rzymu. Potem oczywiście rzucenie bagaży w pokoju, śniadanie w kawiarni obok hotelu, nie pamiętam za ile (chyba 2,5 euro od osoby) ale takie typowo włoskie: kawa, rogalik i nutella, a potem zwiedzanie.

   Najpierw chciałam zobaczyć ten symbol Rzymu i marzenie się spełniło. Potem najważniejsze z marzeń - Watykan.

   Tego dnia w cieniu były 43 stopnie, ale na szczęście dobrze znosimy wysokie temperatury. W ramach chłodzenia odwiedzaliśmy wszystkie źródełka z zimną wodą po drodze, przemykaliśmy się głównie zacienionymi drogami oraz skorzystaliśmy ze zraszacza do trawy. Trochę przerażająca była kolejka w Watykanie do wejścia do Bazyliki, ale okazało się, że wszystko dość sprawnie i szybko idzie i niedługo mogliśmy już wejść. Dużo osób nie weszło, zdecydowanie nie można mieć odkrytych ramion, podobno niemile widziane są też krótkie spodenki i spódnice mini. Strasznie chciałam zobaczyć słynną fontannę Di Trevi, ale na miejscu okazało się, że jest w remoncie.

   W Rzymie spędziliśmy na zwiedzaniu jeden cały dzień. Z uwagi na ograniczone środki finansowe obiad zjedliśmy w McDonaldzie, tzn. zwykłe hamburgery w promocji po 1 euro. Następnego dnia wyruszyliśmy dalej, w kierunku na półwysep Gargano. Niby wszystko miałam obmyślone a jednak wyszło zupełnie nie tak. Pendolino do San Severo czy foggii, już nie pamiętam dokładnie gdzie, ale było koszmarnie drogie. Kupiliśmy bilety na pociąg do Campobasso. To nie był najlepszy pomysł, ale widoki po drodze były piękne. Pociąg był stary i nie miał klimatyzacji, na dodatek miał godzinę opóźnienia i nie zdążyliśmy na pasujący nam autobus z Campobasso. Ostatni autobus w tym dniu zabrał nas do Termoli, ok. 70 km. od campingu. Gdy zorientowaliśmy się, że nic nas już stąd nie podwiezie trzeba było poszukać hotelu. W nagrodę rano okazało się, że widoki są cudne.

 

    Samo Termoli jest urocze, ale musieliśmy jechać dalej, jeszcze jeden pociąg, potem drugi pociąg, potem jeszcze autobus i znaleźliśmy się na miejscu.

 

   Potem przez 12 dni plaża, basen i odpoczywanie. Na plaży czeka chłopak, który rozstawia leżaki i parasole, w razie potrzeby.  Były jakieś animacje na terenie campingu i na plaży, były też animacje dla dzieci. Można też coś zjeść, ale my gotowaliśmy sobie sami, zwłaszcza, że wszystko w pewnych godzinach jest zamknięte, a wtedy zwykle jest pora obiadowa. Za to kupowaliśmy pizzę, była przepyszna. 

   Jak już znudziło nam się pływanie to można było poszukać takich oto skarbów. Do domu zaberaliśmy tylko trochę z tego, ale niedawno dowiedziałam się, że z niektórych miejsc we Włoszech nie można nic zabierać z plaży. Tak jest np. na Sardynii. 

 

   Po 12 dniach lenistwa wyruszliśmy w drogę powrotną. Najpierw autobus, potem pociąg, potem chyba znowy autobus do samego Neapolu. 

   Niestety, sama jestem na siebie zła, że zrobiłam tam mało zdjęć i na dodatek część nie wyszła. Cóż, może jeszcze kiedyś się uda tam pojechać. Zdjęcia mam głównie takie:

To miasto kontrastów, śmieci, tłumów ludzi zmierząjących w różnych kierunkach oraz samochodów, które też jeżdżą we wszystkich kierunkach bez żadnego ładu i składu. Spędziliśmy w okolicy dworca autobusowego kilka godzin i podjechał nasz Mega Bus do Medialony. Kolejna noc w Mega Busie i po 12,5 godziny jazdy następny autobus z Mediolanu do Bergamo. A z Bergamo Ryanair do Modlina i koniec wycieczki.

Hiszpania - Costa Dorada 2016 rok
Autor: lines | Kategorie: podróże 
Tagi: tanio   Costa Dorada   2016   hiszpania  
09 października 2019, 13:58

   Jak zwykle wyjazd zaplanowałam dużo wcześniej, już w lutym zaczęłam szukać biletów lotniczych dla mojej rodziny, czyli trzech osób dorosłych i dziecka. Udało mi się kupić bilety do Barcelony za jakieś 1700 zł - razem z jednym bagażem rejestrowanym (oczywiście w obie strony) i wykupionymi miejscami. Jak na lipiec to chyba całkiem nieźle. Potem przyszedł czas na znalezienie jakiegoś niedrogiego miejsca na dwutygodniowy pobyt. Wymarzył mi się camping z domkami, które nie stoją jeden na drugim. Nie szukałam na bookingu, czy na innych stronach, ale na mapach Google, oglądając strony prawie każdego campingu na Costa Dorada. Aż wreszcie znalazłam ten jedyny a juz zupełnie kropkę nad i postawiło położenie obok wielkiego centrum handlowego. Cena za domek na dwa tygodnie ok. 4.000 zł, może nie mało ale warto było, domek był dość dobrze wyposażony: mikrofala, telewizor, całe wyposażenie kuchni i kompletny hit - mieliśmy grila do dyspozycji.

 

    Camping nazywa się La Rueda i znajduje się w miejscowości Cubelles, chociaż raczej bliżej z niego do Cunit. Pobyt dość łatwo rezerwuje się na ich stronie http://www.la-rueda.com/ i wpłaca zaliczkę. Resztę pieniędzy płaci się przy zameldowaniu. Z Barcelony jest bardzo wygodne połączenie z Cunit pociągiem. Bilety w cenie ok. 5 euro kupuje się w kasie albo w automacie a pociąg jedzie jakieś 50 minut z częstotliwością co 30 minut. Strona, na której można sprawdzić rozkład jazdy i cennik: http://rodalies.gencat.cat/en/horaris/ .

   Na camping przyjeżdżają autokarami młodzi ludzie z Francji, mają tutaj swoje takie miasteczko namiotowe ale to raczej nie przeszkadza wypoczywającym w domkach. Przyjeżdżają też ludzie indywidualnie z namiotami, przyczepami albo camperami, co też nie przeszkadza. Jedyne co może przeszkadzać to jak młodzież chlapie się w basenie, jest wtedy dość głośno ale za to jak oni gdzieś sobie idą to na basenie prawie nikogo nie ma i można sobie w spokoju popływać. Na terenie campingu jest też mały sklepik i coś w rodzaju baru z niedrogim jedzeniem - obiad typu fast food (np. nuggetsy i frytki) kosztuje ok. 4 - 5 euro a zakupu dokonuje się poprzez śmieszną maszynę, w sumie dobre to dla nieznających języka.

               Na plażę jest dość blisko, wychodzi się przez furtkę, przechodzi przez tunel i już ją widać. 

 

     

       Plaża jest bardzo szeroka i w tygodniu prawie pusta, dopiero w weekendy zjeżdżają się całe rodziny z Barcelony, z leżakami, parasolami i lodówkami z wyżywieniem na cały dzień. To jednak przy tak szerokiej plaży nie jest bardzo dokuczliwe. Piasek jak przystało na Costa Dorada jest miękki i mieni się na śłońcu jak drobinki złota. Z drugiej strony mocno się przykleja do ciała ale na szczęście przy wyjśiu z plaży jest prysznic.  

         Bliskość campingu od centrum handlowego pozwoliło nam na zaoszczędzenie pieniędzy na kupnie jedzenia. Mieliśmy do wyboru Mercadonę, Lidla, Carrefoura i wiele mniejszych sklepów. Ceny w tych pierwszych były naprawdę dość niskie i wybór był przeogromny. Gotowe dania do mikrofali można było kupić w cenie od 2,5 euro, duży słoik fasolki kosztował mniej niż euro a bardzo puszki z owocami morza też można było w cenie od ok. 1 euro nabyć. Polecam czarną kiełbasę, która trochę wygląda jak nasza kaszanka i białą surową kiełbasę. 

 

      Najbliższą miejscowością jest Cunit a do Cubelles trzeba trochę dojść, jak ktoś ma z tym problem to koło campingu jest przystanek autobusowy i można podjechać. Warto pozwiedzać i jedno i drugie miasteczko. Mają swój urok.

 

 

 

 

   Po zwiedzaniu można było sobie pooglądać telewizję, nawet wcześniej nie wiedziałam, że są takie programy.

   Ciekawą atrakcją było dla nas wspólne oglądanie meczy w barze, szkoda tylko, że nasi nie grali. Na sali towarzystwo międzynarodowe, ale w  większości młodzież z Francji.

 

    Na koniec jeszcze paella w Barcelonie i niestety koniec wakacji.

 

Skiatos w sierpniu 2018 r.
Autor: lines | Kategorie: podróże 
Tagi: skiatos   wyspa   grecja   Grecos  
03 października 2019, 14:53

 Właściwie to tego wpisu nie powinno być na tym blogu ponieważ nie zorganizowaliśmy sobie sami tego wyjazdu ale z drugiej strony to udało się dość tanio wyjechać. Zapłaciliśmy za 2 osoby dorosłe i dziecko ok. 4380 zł. za dwa tygodnie. Tylko szkoda, że bez wyżywienia, na miejscu okazało się, że ceny są dość wysokie i już w drugim tygodniu pobytu musiałam się trochę zapożyczyć. Liczyłam, że mniej wydam na picie i jedzenie ale nawet potrawy w fast foodach nie są zbyt tanie. Z drugiej strony raz na jakiś czas pozwalaliśmy sobie na odrobinę szaleństwa, jak będąc w Grecji nie zjeść musaki albo sałatki greckiej? Nigdzie indziej tak dobrze nie smakuje. Co do samodzielnego przygotowywania potraw to jak się nie jest w samym mieście Skiathos to można mieć spory problem. Prawie nic w mniejszych miejscowościach nie ma, a zwłaszcza nie ma mięsa.  

    Nie zjedliśmy jej, nawet nie była nasza ale nie zawsze coś takiego się widzi na plaży to chociaż zdjęcie jej zrobiłam. 

 

   Plaże są widokowo piękne ale niektóre, tak jak nasza, dość wąskie. Chodziliśmy prawie na koniec plaży, gdzie dalej były juz tylko kamienie i tylko tam mieliśmy miejsce takie bardziej dla siebie. Zaletą plaży w Troulos jest łagodne zejście do morza. Tuż przy plaży jest kilka tawern, barów i restauracji gdzie można coś zjeść i się napić. 

   Idąc asfaltową drogą można z Troulos przejść do plaży Aselinos. Tutaj zejście do morza jest bardziej strome i fale są o wiele większe.

   Plaże na wyspie są piękne, warto zobaczyć choćby kilka z nich. My wypożyczyliśmy samochód i zwiedziliśmy klasztor Evangelistria, miasto Skiatos i ruiny Kastro, potem zostało nam tylko odwiedzanie różnych plaż. Skiatos to mała wyspa, jeździ tutaj jeden autobus, który ma jakieś 18 przystanków, podobno jak jest pełny to może się nie zatrzymać. Na szczęście nam się udało i do miasta Skiatos raz przejechaliśmy się autobusem. Dla jednych wadą a dla innych zaletą może być to, że w zasadzie wszędzie jest pod górkę. Dużo atrakcji i hoteli jest na wzgórzach i nadaje się raczej dla tych co nie mają zadyszki. Za to widoki z góry są fajniejsze.  Dla mnie męczący byż też brak chodników, idzie się poboczem ruchliwej ulicy, po której wziąż pędzą samochody i quady.

   Koniecznie trzeba odwiedzić klasztor - Monastyr Evangelistria i kupić coś fajnego w sklepiku. Są tam wyroby takie jakich nie ma nigdzie indziej.

   Niestety zdjęcia ze sklepiku mi nie wyszły ale mozna tam kupić: nalewki, zioła, ikony, obrazki i dużo innych rzeczy. Tak się zastanawiam, czy to co widać na zdjęciu na dole będzie można później nabyć w sklepiku?

   Trzeba też odwiedzić Kastro (coś jak stare miasto). Samochodem najlepiej podjechać jak najdalej się da, my postawiliśmy dużo wcześniej i ciężko było w drodze powrotnej do niego dojść, gdy już bolały nogi. Poza tym trzeba mieć wygodne buty, ja w sandałach miałam trochę problemów.

   Na dole jest plaża i malutki bar, gdzie można się czegoś napić.

       Prawdziwym wyzwaniem jest oglądanie startów samolotów. Najpierw dobrze jest sprawdzić kiedy jest najwięcej odlotów i na miejscu dobrze się trzymać. To naprawdę robi wrażenie ale juz nic więcej nie zdradzę.

 

   Był też rejs śladami "Mamma Mia" z przewodniczkami - rezydentkami Polkami z biur podróży na wyspy Skopelos i Alonissos.

   Płynięcie statkiem w sumie nudne ale na miejscu wszędzie musieliśmy iść szybko i w górę, najczęściej po schodach. Za to było na co popatrzeć.

 

   Jakby ktoś chciał obserwować przyrodę to też jest na co popatrzeć.

   To zdjęcie zostało zrobione przed schroniskiem dla zwierząt. Można tutaj zostawić jakiś datek na karmę dla tych cudnych kotków (i piesków). 

   Modliszka na plaży ale chyba było jej za gorąco  bo schowała się do buta i wcale nie chciała z niego wyjść.

   Wszędzie pełno kóz, kotów i innych słodziaków.

   A kto się tutaj schował?

   Wystarczy tylko sięgnąć ręką i można jeść słodkie winogrona.

   Jakby ktoś zgłodniał to moim zdaniem nalepsza i najbardziej klimatyczna resturacja w Troulos. Ceny głównych dań dość wysokie (granicach 8-12 euro) ale warto. Pychotka. 

        Wyjazd na Skiatos był niedrogi ale jakby można było samemu go zorganizować to tak wolałabym. Niestety wyjechaliśmy z biurem podróży i okazało się w hotelu, że biuro zapłaciło nam za studio a studio w Grecji to może być tak jak my dostaliśmy jakaś nora z oknem z widokiem na ścianę - częściowo w piwnicy. Część sprzętów i mebli była popsuta, zresztą wcale sie nie dziwiłam, były mocno stare a z łazienki wydostawał się okropny fetor. Długo można by było się rozpisywać ale przynajmniej będę miło wspominać samą wyspę. 

   Jeszcze tylko dodam, że z informacji wyczytanych przeze mnie w internecie dowiedziałam się, że można łowić ryby z brzegu bez zezwolenia. Pomimo braku odpowiednich przenęt udało się nam coś złowić, nie były to żadne potwory ale bardzo ładne rybki. To jak ktoś lubi to może zabrać sobie małą wędkę z Polski, w Grecji są droższe.

   Ostatniego dnia jeszcze musaka w barze przy plaży i pakowanie. Musaka była tutaj średnia ale i tak wspomnienia pozostaną.

Razem możemy trochę zaoszczędzić
Autor: lines | Kategorie: podróże 
Tagi: booking   oszczędzanie  
03 października 2019, 14:18

   Fajnie jest dostać 50 zł. za nic, wystarczy tylko wykupić noclegi przez Booking.com korzystając z tego linka:

 

 

https://www.booking.com/s/31_6/m0piot08 

 

trzeba go skopiować i wkleić w przeglądarce

 

   Po zrealizowaniu pobytu otrzymasz 50 zł zwrotu!

 

A jak potem jeszcze zaprosisz kogoś tak jak ja to dostaniesz jeszcze więcej na następny wyjazd.

Wakacje na Majorce - ale cudne
Autor: lines | Kategorie: podróże 
Tagi: wakacje   Bellevue   Majorka  
01 października 2019, 14:54

   

    Postaram się nie dawać takich informacji o Majorce, które można znaleźć w Wikipedii. Będą tu głównie moje spostrzeżenia. Zacznę jednak od tego jak realizowałam wyjazdowe plany. W zasadzie Majorka nie była w planach ale przekonała nas cena hoteliu jaki udało się znaleźć. Na Booking.com zarezerwowaliśmy na początku roku pokoje w hotelu razem z pełnym wyżywieniem w cenie pokoju. Potem był trochę problem dopasować do tego loty, zastanawialiśmy się nad przesiadkami ale w końcu Ryanairem też wyszło przyzwoicie i bez przesiadek. Byliśmy w trzy rodziny i każda z rodzin miała inną cenę za lot ale różnice były niewielkie. Moja 4 osobowa rodzina zapłaciła ok. 2700 w obie strony razem z bagażem rejestrowanym do 20 kg. Wylot z Warszawy był 20 czerwca, a wylot z Palmy 30 czerwca 2019 r. Hotel za 10 dni pobrał od nas ok. 3850 zł. Trzeba uważać, żeby nie zapłacić dwa razy, niektóre hotele pobierają pieniądze z karty kredytowej kilka dni przed wyjazdem. Trzeba sprawdzić w swoim banku czy hotel już sobie te pieniądze wypłacił. Dodatkowo płaciliśmy jeszcze za transfer 12-osobowym busikiem, bardzo wygodny zwłaszcza późno w nocy i za wypożyczenie samochodu na trzy dni. Wydaje mi się, że to trochę mało jak chce się dużo zobaczyć ale to kwestia upodobań. 

   Przylecieliśmy późno w nocy i dobrze, że kupiliśmy sobie coś do picia na lotnisku, tutaj gdzie byliśmy, czyli w Alcudii wszystko zamknięte. Trochę trwało zameldowanie się w recepcji i potem udaliśmy się do naszych pokoi. Tutaj przyjemne zaskoczenie, pokoje czyste i przestronne, z dużymi balkonami a hotel miał raczej marne opinie. 

  

    Hotel to w zasadzie całe miasteczko z supermarketami, przystankami komunikacji, gabinetem lekarskim, amfiteatrem, zdaje się 17 budynkami hotelowymi i 8 basenami. Dobrze, że był wybór, raz chodziliśmy na płytszy raz na głębszy. Było super dużo zabawy i bardzo dużo swobody w korzystaniu z basenu. Było sporo miejsca na popływanie czy pogranie piłką. 

   Aby było jeszcze przyjemniej nie trzeba się martwić o posiłki, już na śniadaniu nie wiedziałam na czym oko zawiesić: jajka gotowane, wędliny, sery, jajka sadzone, fasolka czyli angielskie śniadanie, jak ktoś wolał coś na mleku to też był duży wybór. Do śniadania były też napoje, później do obiadu i kolacji płatne. Nie radzę sobie nalewać coś eksta jak się nie ma All Inclusiv, może się okazać, że trzeba jednak zapłacić.

 

    Po śniadaniu plaża a tu niespodzianka, ranek był pochmurny ale zaraz wyszło słońce a my nie mieliśmy ani kostiumów do pływania ani kremów do opalania. Kto zdjął koszulkę musiał niestety potem trochę pocierpieć. Słońce bardzo szybko tutaj opala a zwłaszcza na czerwono. W Alcudii a właściwie w miejscowości Port de Alcudia na plaży jest naprawdę pięknie - jaśniutki i bardzo mięciutki piasek na dodatek niesamowite kolory wody, można tylko siedzieć i patrzeć. Jak dla mnie zmarźlaka to woda była naprawdę ciepła, chyba, że przyszły jakieś zimniejsze prądy. Po kilku dniach znaleźliśmy cudne miejsce na plaży w cieniu drzew. Kto chciał opalał się na słońcu a kto chciał to wypoczywał sobie w cieniu. Tylko uwaga, dość mało zatłoczony kawałek plaży zapełnia się do granic możliwości w soboty i niedziele. Przejeżdżają całe rodziny z leżakami, parasolami i wyżywieniem na cały dzień. Gdy my byliśmy w sobotę to nawet ktoś obchodził urodziny na plaży. Był długi stół, przekąski, napoje itp. W dni powszednie bez problemu można znaleźć jakieś fajne miejsce i nawet zagrać w piłkę plażową.

 

    Dla rodzin z dziećmi zaletą będzie na pewno bardzo łagodne zejście do morza, właściwie na wyznaczonym kawałku jest dość płytko. Nie trafiły nam się też jakieś większe fale, dzieci miały zabawę z falami jak tylko przepłynął jakiś statek. Słabo jest za to z muszelkami, jest ich mało i są małe. Może gdzyby fale były większe...

   Z naszego hotelu pływa barka na plażę ale jest płatna, o ile dobrze pamiętam 3,5 euro od osoby. Przypływa w takie miejsce, z którego jest blisko na część plaży z drzewami.

    Na trzy dni mieliśmy wypożyczone samochody. Na 11 osób wzieliśmy dwa - jeden 7 osobowy i jeden mniejszy. Firma samochody podstawiła na czas i były one bardzo przyzwoite, większe auto było prawie nowe i było super wyposażone, mniejsze trochę gorzej ale też było ok. Ważne, że chociaż jedno z nich miało nawigację, przydała się. Co warto zobaczyć na wyspie to kwestia gustu, my byliśmy w Valdemossie, Soler, Pollence, Palmie i w Smoczych Jaskiniach. Z Port d'Alcudia do samej Alcudii jest dość daleko więc na koniec wykorzystaliśmy samochody aby ją zwiedzić. Wszystkie miasteczka, w których byliśmy są urocze, ale Alcudia zrobiła na mnie mocne wrażenie, jest tam cudny kościół, starówka otoczona murami i arena corridy, którą można zwiedzać jak się wykupi bilet lub kupi napój w barze za ok. 2 euro.

   

Trafiliśmy tam na targ, który podobno jest tylko we wtorki i niedziele do 13.30. Dopiero zdążyliśmy zacząć oglądać wystawione towary i już dowiedzieliśmy się paru rzeczy od robiących tam zakupy Polaków. Podobno można się targować, nam się jednak ta sztuka nie udała. 

 

   Ceny nie są zbyt wysokie, rzeczy, które tam sprzedają ładne i praktyczne, a prawdziwym hitem są damskie sandałki, które po części są symbolem Majorki i koniecznie trzeba je mieć. Niestety mi akurat nie pasowały, wyglądały na wygodne, ale fason jakoś do mnie nie przemawiał. Z jednej strony to fajnie było zobaczyć targowisko, a z drugiej strony to nie mogliśmy dzięki temu podziwiać uroków starówki.

   Starówka w Alcudii  jest otoczona murami, po których można chodzić. Ja wolałam jednak iść dołem z uwagi na to, że tutaj można było schować się w cieniu. 

   Z murów wyrastają takie oto kwiatki.

   Z ciekawostek: w Palmie byliśmy w niedzielę, ok. 16.00 weszliśmy do katedry i trafiliśmy prosto na mszę. Okazało się, że trafiliśmy na mszę z okazji Bożego Ciała i po mszy rozpoczęła się procesja.

 

    W miejscowości Soler najbardziej charakterystyczną atrakcją są stare tramwaje. Są one jednak dość drogie i w Port d'Soler trzeba też kupić bilety powrotne - nie bardzo jest jak inaczej wrócić. Mam mieszane uczucia czy podróż tramwajem była dobrym pomysłem, jest tam jeszcze stary pociąg, który jeździ do Palmy, to może być bardziej sensowne. W Valdemossie i w Pollence mieliśmy spore kłopoty z parkowaniem, miejsc parkingowych jest za mało ale w Soler był super parking podziemny, nie zapłaciliśmy dużo a samochód stał sobie w cieniu. Nie popsuł się nam "suchy prowiant", który dostaliśmy na stołówce w hotelu, zamiast obiadu.

 

   Inne punkty wycieczki też były bardzo ciekawe, byliśmy w Valdemossie, Pollence, Palmie i atrakcji było tyle, że nie bardzo pamiętam gdzie co było.

To Valdemossa

 

To Palma de Mallorca.

 

A to nie pamietam gdzie, ale jak się zobaczy taki sklepik to warto wejść. Pani sprzedająca poczęstowała nas pyszną nalewką, dobrą na żołądek i doradziła co mozna kupić na prezent. Wyroby są regionalne, naturalne i takich raczej nie spotyka się w zwykłych supermarketach. Ceny jak na jakość tych wyrobów uważam, że są przystępne.

A to bardzo interesujący sposób na trzymanie kwiatów przed domem. 

   Przed zwróceniem samochodu odwiedziliśmy jeszcze smocze jaskinie - Cuevas del Drach. Bilety zostały zakupione przez internet na dzień, dwa przed wycieczką. Wyszło troche taniej niż na miejscu. Byliśmy trochę przed czasem, bez problemu zaparkowaliśmy samochód i weszliśmy na teren przed jaskiniami, gdzie można coś zjeść, kupić pamiątki i skorzystać z toalety. Potem ustawiliśmy się w kolejce do sprawdzania biletów i czekaliśmy równo do 17-tej, jak jest bilet na 17-ta to nie wpuszczą nawet minuty wcześniej. Potem się po prostu idzie i ogląda podświetlone formacje skalne, zdjęcia tego nie oddają. Potem przewidziany jest krótki koncert muzyki poważnej wykonywany na podziemnym jeziorze przez muzyków z łódki. Po koncercie jedni wycieczkowicze idą sobie mostem a inni w tłoku czekają na łódki. Wszyscy się do tych łódek strasznie pchają i kilka razy rozdzielili mnie z rodziną, ale sobie powiedziałam, że się nie dam i w końcu nasza czwórka znalazła się na łódce. W jaskini w najzimniejszym miejscu jest temperatura ok. 15 stopni i bardo duża wilgotność. Warto na wszelki wypadek mieć coś do okrycia.

  

   Jestem ogólnie zachwycona Majorką, może hotele są wysokie, może są w niektórych miejscach tłumy ale jest też przepiękna roślinność, miasteczka są bardzo urokliwe, a widoki zwłaszcza z drogi biegnącej przez góry, niezapomniane.  Chociaż coś tam zobaczyłam to było mi szkoda,że nie udało się więcej ale z drugiej strony dobrze jest też wreszcie skorzystać z pięknej pogody na plaży. Dlatego już do końca pobytu: plaża, basen, jedzenie, picie, dobra zabawa i wypoczynek. Jak również podziwianie pięknej fauny i flory.

 

 

 

 

 Aż niestety nadszedł ten dzień i transfer na lotnisko, ale co dobre szybko się kończy.